PROLOG

Skoro wiesz już wszystko, co należy wiedzieć, zachęcam cię
na wspólną podróż pociągiem. Akurat samotnie podróżuję w
moim przedziale, zapraszam więc, spocznij. Zobacz, za oknem
rozciąga się piękna, biała równina Stainheim, na szybach
układają się wymyślne wzory szronu, czuję jeszcze chłodny
powiew porannego wiatru, może lepiej zamknę drzwi.

Para bucha, ruszamy, więc jeżeli nie chcesz się nudzić przez
całą drogę, usiądź spokojnie, a ja opowiem ci historię
niepodobną do wszystkich innych. Historię, o której nigdzie
indziej nie usłyszysz, o bohaterach, których nie zapomnisz.

Prolog

      Wojna całkowicie wyniszczyła tę ziemię.
      Do ostatniego pociągu jenieckiego ciągnął się długi kondukt więźniów. Stację kolejową spowiła ponura atmosfera, słońce nie wyjrzało tego dnia ani na chwilę zza mrocznych, deszczowych chmur. Wszyscy byli osowiali, pozbawieni uśmiechu na twarzach, który brutalnie został im odebrany wraz z majątkiem i domem oraz dumą i wolnością. Długi łańcuch ludzi ciągnął się daleko, aż na place będące pozostałością po niedawno zniszczonej przez legionistów wiosce.
      Mały chłopiec, uczestnik zrozpaczonego konduktu, wyłapywał pojedyncze słówka rodaków, nie rozumiejąc do końca sytuacji, w jakiej się znalazł. Nie był świadom tego, że już nigdy tutaj nie wróci, tłum ludzi nie pozwalał mu dostrzec, że jego dom już nie istnieje. Chłopiec nie potrafił pojąć, że piękna zieleń Aaromy, po której niegdyś stąpał on i jego przodkowie, została zdeptana i zbezczeszczona, stając się fundamentem przyszłego ucieleśnienia Wieku Pary.
      W tym szarym, niesprzyjającym jego emocjom dniu wiedział jednak, że dzieje się coś złego. Wtedy to zaświtała mu w głowie myśl. Poprawił swój kaszkiet, który skrzywił mu jeden ze starszych ludzi przepychających się w tłumie, i sięgnął do kieszeni swojej kamizelki, by wyciągnąć z niej okrągłą srebrną monetę. Wybito na niej lwa wyglądającego zza skał, dumnie wypinającego pierś i obserwującego dal.
      Kiedy chłopak uniósł głowę, w cienkiej szczelinie między ludźmi dostrzegł przez chwilę studnię życzeń, obok której ochoczo spacerował ze swoimi dziadkami każdego słonecznego dnia. Dnia, który już nigdy nie powróci. Młodzieniec wyrwał się z uścisku napierających na niego ludzi i dzielnie przeciskając się przez osowiały tłum, dotarł na krawędź konduktu.
      – Ej, mały – rzekł legionista, pilnujący ludzi. – Gdzie się wybierasz?
      – Nie kombinuj niczego – rzucił inny.

      Chłopak spojrzał na straszne gęby żołnierzy i ze łzami w oczach rzucił między nich srebrną monetę, która lekko podążyła wprost do studni. Legioniści obejrzeli się za siebie, po czym z dziwnymi minami zerknęli na młodzieńca. Ten zaś spuścił głowę i odwrócił się, szepcząc pod nosem: Proszę, spraw, by stało się coś dobrego”.
      Moneta długo szybowała w wilgotną otchłań, wiele razy odbijała się od kamieni, rozbrzmiewając nieskończonym echem. A kiedy wreszcie zatopiła się w jej mokrym dnie, osowiały kondukt zapełnił ostatni wagon pociągu. Para buchnęła wysoko ponad komin lokomotywy, mgła uniosła się nad szyny i zasłoniła szyby wagonów, po czym zamknięto drzwi i już nikt nigdy tu nie powrócił.

Komentowanie jest wyłączone